Podróże w stronę piękna natury – Bretania

  • 30 października 2017

Bretania, Normandia – podróże marzeń

A co mi tam… Zacznę od banału: Podróże kształcą. Za każdym razem, gdy wracam skądś uświadamiam sobie, że wykształcenie ma nieograniczone horyzonty. I tak naprawdę te, które zdobywamy w szkole i na studiach to preludium do wszystkiego co przynosi życie. A jest tego naprawdę dużo. Każdy z nas ma piękną i jedyną historię, która buduje się każdego dnia. Nasze emocje, uważność, reakcje, zachowania, intuicja – są nie do podrobienia. I to one świadczą o naszej wyjątkowości. Ja jeszcze dodam podróże – małe i duże. Każdy ma nogi, większość z nas ma również dostęp do różnego rodzaju komunikacji. Głowę na karku, trochę grosza przy duszy i marzenia. I to wystarczy, aby zostać podróżnikiem. Pod warunkiem, że nie zaczniemy się porównywać do znajomych z portali społecznościowych, którzy co i rusz zamieszczają zdjęcia z cudownych miejsc na Ziemi, ani do Martyny Wojciechowskiej, której drugie imię powinno brzmieć Podróżo-Przygoda.

Dziś chciałam Was zaprosić w podróż na północ Francji – do Bretanii i Normandii, w której spędziłam razem z mężem ostatni tydzień września. Po raz kolejny odkrywaliśmy piękne zakątki tych regionów, ale przede wszystkim w tym wszystkim poznawaliśmy siebie trochę bardziej. Bo wiecie co? Z wiekiem nasze podróże (tzn. moje, męża i dzieci) przybierają inny wymiar i chodzi w nich o coś innego niż wcześniej. Podróż przede wszystkim musi mieć duszę i prowadzić nas tam, gdzie jest piękno, natura, spokój, mało zamieszania zrobionego przez ludzi i WOLNOŚĆ. A głównym przewodnikiem ma być serce. Bretania jest idealnym tłem pod te oczekiwania.

Przez 8 dni naszej romantycznej podróży odwiedziliśmy 3 francuskie regiony, zwiedziliśmy 12 miast i miasteczek, przejechaliśmy 1100 km, odbyliśmy 4 loty, przeszliśmy około 130 km, przejechaliśmy na rowerach 40 km, zjedliśmy dużo bagietek, kilogramy „aromatycznych” serów, naleśniki, wielkie talerze ostryg prosto z hodowli, parę karafek chardonnay i sporo słodkości.

Nasze wspomnienia zostały w nas i na zdjęciach. Kolejna podróż, która pokazała piękno planety, na której żyjemy, życzliwość ludzi i wszechobecną pasję życia, bez fajerwerków na zewnątrz, za to mocno rozgrzewającą od środka. Zapraszam do galerii zdjęć.

L’Ile de Conleau

Vannes – piękne fasady domów

Vannes – Remparts de Vannes. Radość!

Vannes. Spokój

Crepe complete

Quiberon

Paimpol – fajnie być razem

Ile-de-Brehat – wyspa bez samochodów

Wybrzeże różowego granitu

Dinan. Mrocznie

Saint Malo. Moje ukochane 💜

Cancale. Miejsce ostrygami płynące

Cancale. Kobitki wyławiające ostrygi

Najpiękniejszy zachód słońca w Saint Malo

Saint Malo. Prawie jak na Księżycu

Dinard. Czerwone dywany. Festiwale filmowe. Francja

Alfred Hitchcock ze swoimi ptakami w Dinard

Wille w Dinard i piękna promenada wzdłuż oceanu

Dinard. Naturalny basen

Char a voile. Wiatr, żagiel, 3 koła i ogromna plaża podczas odpływu. Zabawa na całego

Honfleur

Honfleur. Bardzo romantyczne miejsce

Deauville – Cannes północy

Deauville. Festiwal filmowy. Znów czerwony dywan


O mnie


Nazywam się Aleksandra Żelazo. Jestem mamą Krzysia i Olka, żoną i panią domu, blogerką i youtuberką. Poza tym jestem pasjonatką aktywności fizycznej, instruktorką fitnessu, kulturystyki oraz pilatesu. Po wielu latach treningów fitnessowych i biegowych zatrzymałam się i znalazłam dla siebie idealne miejsce do dalszego rozwoju – jest to joga. Regularna praktyka pozwala mi łapać równowagę między ciałem i umysłem, wyciszyć się i tak prowadzić treningi, żeby działały prozdrowotnie i dodawały jak najwięcej energii. Zapraszam na mój blog!