Moja joga bez tabu – patrzę na siebie i zwiewam

  • 8 maja 2018

Joga – aktywność czy filozofia? 

Czy jogę się ćwiczy się praktykuje? Moja joga bez tabu.

Czy joga zostanie ze mną na zawsze?

Nie wiem. To zależy.

Teraz myśląc o tym odpowiedziałabym bez zastanowienia, że tak! Bo przecież lubię jogę, praktyka sprawia mi wielką radość, czuję się dobrze w tej formie aktywności i odkrywam, że joga to codzienne odkrywanie siebie.

Ale zaraz, zaraz… Ile razy już następowały w moim życiu zmiany? Ile razy mówiłam, że coś jest najlepsze, warte poświęcenia, wprost idealne? Wracam do przeszłości, czyli do własnego doświadczenia, najbardziej mi znanego i takiego, które nabyłam absolutnie sama, ponosząc jego wszystkie konsekwencje. I wiem doskonale ile nastąpiło w nim zmian, zwrotów akcji, podważania wcześniejszych racji i wychodzenia na jako taką prostą. Nie dotyczy to tylko sportu i aktywności, ale dziś napiszę tylko o nich. 

Człowiek ma prawo się zmieniać. Matko! Gdyby tak nie było i trwałabym przy swoich młodzieńczych, butnych przeświadczeniach, realizując ówczesną wizję świata i siebie w nim, wszystko wyglądałoby teraz inaczej. Czy lepiej czy gorzej, nie wiem. Ale wiem, że doświadczenia, które już mam i świat, który zdążyłam poznać, dały mi odpowiednie pokłady wiedzy, żeby wszystko w miarę możliwości umiejętnie sobie tłumaczyć i odnajdować własne szczęście. Nie potrzebuję oglądać się na innych, choć czasami jest to trudne. Uwielbiam żyć wśród ludzi. Lubię ludzi, tak naprawdę. Nie oceniam nikogo na dzień dobry. Ani na do widzenia. Lubię poznawać, rozmawiać, słuchać. Ludzie napędzają świat i to jest najcudowniejsze. Gnajmy razem! Tak jest dobrze.

Co wiem na pewno? Na pewno wiem, że umrę. Zresztą nie tylko ja. Nie mam nieograniczonego czasu tutaj. Nie myślę o tym na co dzień, ale też nie stanowi to dla mnie tematu wielkiego tabu i tajemnicy. 

Na nic się zdadzą moje gorsze humory, marudzenie czy złość. Świata to nie interesuje. Teraz to wiem. Kiedyś stany mojego samopoczucia brały górę i nie umiałam przechodzić koło nich obojętnie. Tak się uczyłam siebie. Obecnie umiem mocno ugryźć się w język, a gdy nie mam ochoty wchodzić z kimś w jakąkolwiek relację, po prostu tego nie robię. Jestem w pełni pogodzona z tym, że nie każdy musi mnie lubić. Ale w relacjach potrzebuję szacunku. 

Psychoterapia dla każdego

Wracając do tematu czy joga to już na zawsze? Nie wiem. Dobrze się czuję ćwicząc asany, jestem pod wrażeniem jak praktyka wpływa na ciało i absolutnie chylę czoła tej formie aktywności, która jest już znana od pięciu tysięcy lat. To szmat czasu, żeby dokładnie poznać wpływ jogi na nasze ciała czy nawet życie. Ufam sprawdzonym metodom, ufam naturze. Ale świat, w którym żyjemy mocno różni się od tego sprzed tysięcy lat, dlatego również podejście do jogi miało prawo się zmienić. Zwłaszcza w dobie globalizacji, gdy mamy dostęp do wszystkiego, z możliwością porównania i wyboru tego co w danym momencie jest najlepsze dla nas. Jesteśmy wolni. Nikt nie zmusza nas do wyjścia za mąż, tworzymy związki partnerskie, rodzimy dzieci bez ślubu, zmieniamy studia, podróżujemy szukając swojego miejsca, miłości, celu… Jak wspaniale, że jest na to zgoda. Tak samo jest z jogą. W tej części świata, w której żyjemy podejście do jogi – ćwiczeń czy praktyki, zawsze będzie miało inny charakter niż ten w kolebce jogi, czyli w Indiach. W zachodniej części globu, do której się zaliczamy panuje inna kultura, religia, przekonania, klimat, gospodarka, wartość pieniądza, komputeryzacja. Tutaj joga jest najczęściej dodatkiem do życia, a nie celem samym w sobie. Większość ludzi ćwiczących jogę nie zna ośmiostopniowej ścieżki jogi, w której praktyka jest tylko jednym punktem. Kolejne to już joga umysłu, medytacja i medytacyjne pochłonięcie. 

Czego uczy mnie joga? 

Poznałam jogę jako filozofię i praktykę na kursie nauczycielskim, dowiedziałam się jakie są założenia ośmiu stopni jogi, przeczytałam jedną ze świętych ksiąg hinduizmu Bhagavadgitę, wiem co to mantry, sutry, poznałam różne sposoby medytacji, trochę sanskrytu, kultury hinduskiej, obserwowałam spokój nauczycieli. Zaprzyjaźniłam się z kuchnią wegańską, ale nie na siłę i za wszelką cenę, doceniłam jogę jako coś więcej niż tylko ćwiczenia. Ale potrzebowałam do tego czasu i zatrzymałam się w bezpiecznym i przyjaznym dla siebie miejscu, z którego razem z Wami ćwiczę i wspólnie poznajemy jogę ciała i umysłu. I tak dużo łatwiej jogę mi się ćwiczy niż praktykuje, nie potrafię medytować, ale doceniłam świadome oddychanie bez pośpiechu. Lubię ustawiać ciało w pozycjach jogi, ale równie chętnie dołączam je do innych form aktywności. Tak wiele ćwiczeń ma swój początek w jodze. Fajnie mieć tego świadomość i umiejętnie to wykorzystywać. 

Czy jestem joginką

Nie nazywam się joginką, zdecydowanie lepiej się czuję w określeniu JogaŻelazo. Bo w mojej jodze najbardziej lubię ruch i ciało. Umysł z tego tylko korzysta. Kiedyś podczas rozmowy w gronie znajomych gdy padło określenie, że ktoś jest prawdziwym joginem. Próbowaliśmy ustalić co to znaczy? Im więcej słów, tym mniej zrozumienia. Na początku przygody z jogą miałam dość jasny obraz jogina – osoba nader spokojna, skupiona, przyjazna, nie szczędząca uśmiechu, ze sprawnym ciałem, trochę wyobcowana, pochłonięta sobą i szukaniem celu. Zaczęłam poznawać coraz więcej ludzi związanych z jogą. Coraz trudniej było znaleźć wspólne mianowniki. Bo co jeśli jogin uczy innych, a sam nie umie poradzić sobie ze sobą? Gdy jogin czuje niechęć do innych i specjalnie tego nie potrafi ukryć? Albo po kryjomu wcina kabanosy? Jeśli chodzi o mnie, to właśnie tacy ludzie są najbardziej wiarygodnymi dla mnie joginami. Nie próbują być nieskazitelni, wybieleni i zawsze służyć radą. Gdy chcą zjeść rybę czy kurczaka, bo słuchają swojego ciała, jedzą bez zbędnych ceregieli. Ćwiczą dla siebie. Choć jako blogerka w ogóle mnie nie razi zamieszczenie zdjęć z praktyki czy pokazanie jakie ciało przechodzi metamorfozy w czasie jogowej wędrówki. Wszystkie metody, które są motywacją czy inspiracją dla siebie i innych, to metody warte stosowania. Ale to moje zdanie. Część nauczycieli odnosi się do social mediów z rezerwą, choć chyba zaczynają dostrzegać, że dzisiejszy świat i swoją w nim dziedzinę i umiejętności trzeba trochę rozbujać, żeby hhmmmm… znaleźć uczniów i zarabiać pieniądze. Zdecydowanie dzisiejszy jogin w naszym kręgu kulturowym podejmuje odmienne działania niż ten pozostający w asramie. I nie ma tu czego oceniać. 

Nie wszystko w jodze lubię

Nie będzie długo. Nie lubię ogromnej ilości warsztatów za coraz większe pieniądze. Nie podoba mi się, gdy nie znając swojej kultury i świata w którym żyjemy, dąży się przede wszystkim do poznania tego co dalekie. Nie przemawia za mną narzucanie swojej wizji świata. Nie lubię czepiania się. Wizualizacje lubiłam gdy mama opowiadała mi bajki na dobranoc. Nie lubię chodzić w kółku z innymi. I nie lubię gdy ktoś bierze moją matę i na niej ćwiczy. 

Inne aktywności Jogi Żelazo 

Spojrzałam na siebie w lustrze i zwiałam

Na początku biegałam. Później pływałam i biegałam. Na studiach zainteresowałam się kulturystyką i fitnessem. Myślałam, że rzeźbienie ciała i jedzenie wyliczonych porcji jedzenia, to moja droga do szczęścia i spełnienia. I przede wszystkim udowodnienia sobie, że jestem zdyscyplinowana, świadoma siebie, z obranym celem, który udaje mi się zrealizować. Jak? Iść na siłownię, zlać się potem, włączyć głośną muzykę, która zagłuszy nawet myśli, wykonać serie, powtórzenia, aeroby, wciągnąć carbo, proteiny, witaminy, antyoksdanty. Jezu, jak ja to lubiłam. To był wtedy mój czas i czułam się w tym szczęśliwa. Aż któregoś dnia poszłam na siłownię, spojrzałam na siebie w lustrze i zapytałam: Co ja tutaj robię? Czy część mojego życia i szczęścia naprawdę zamyka się w pomieszczeniu bez okien? Wśród osób, które spotykam codziennie, ale nie mamy sobie nic do powiedzenia? Tam, gdzie liczy się głównie wygląd? To nie moja bajka! Nie chcę już tu być! Czas coś zamknąć. Nie było to wcale tak trudne, jak możnaby sądzić. Choć do tej pory robiąc rano owsiankę odmierzam 50 g płatków. Z tego czasu zostało mi jeszcze trochę wiedzy o treningach i metodach na wymarzone ciało. Inaczej też patrzę na dziewczyny, które startują w zawodach sylwetkowych. Wiem ile wyrzeczeń to kosztuje i jak może doprowadzić do wahań systemu hormonalnego. Ale najczęściej dla zdrowych dziewczyn 20+ to nie jest priorytet. Zdrowie najbardziej zaczyna się doceniać, gdy zaczyna się je tracić. 

Chcę być zdrowa i sprawna

Ja doceniam. Chcę być zdrowa. I dlatego zaczęłam szukać zdrowych form ruchu, takich które sprawiają mi radość i przy których potrafię zrelaksować nie tylko ciało ale i głowę. 

Wciąż biegam. Ale też nie za wszelką cenę. W biegu już nie liczy się czas ani tempo. Wychodzę do lasu, gdy jest ładna pogoda. Nie biegam więcej niż 10 km. Nie mam problemów z zatrzymaniem się, podziwianiem przyrody czy przejściem do marszu. Lubię chodzić z Korą na spacery, z kijkami czy uskuteczniać slow jogging. Staram się nie przeciążać stawów, bo nie lubię gdy mnie bolą. Ale nie pozwalam mięśniom na bierność. Aktywuję je podczas ćwiczeń, bo chcę, żeby trzymały szkielet w ryzach, odżywiały kości w celu uniknięcia osteoporozy (jestem w grupie ryzyka) i dbały o sprawny metabolizm. Poza tym mięśnie dają siłę i sprawność. 

Poznałam też poledance i fajne akrobacje na rurze. Niestety po ciążach mam problemy z błędnikiem i przy akrobacjach bardzo kręci mi się w głowie. Zrezygnowałam, bo po treningach źle się czułam. 

W międzyczasie w moim życiu pojawiło się karate, które zaczęłam poznawać chcąc lepiej kibicować dzieciom na zawodach. Przychodziłam na treningi 2 lata. Lubiłam je. Zwłaszcza ćwiczenia ciosów, kopnięć i kata – układów karate. Gdy dochodziło do walk bałam się o kolejne siniaki i kontuzje. Gwarantuję, że oberwanie w głowę czy w żebra to mało przyjemna sprawa. Kilka razy mocno upadłam na plecy. Przestraszyłam się. W ogóle jestem lękliwa. Staram się omijać niebezpieczeństwa szerokim łukiem. Może to po prostu już ten wiek? Kiedyś myślałam, że mogę wszystko 🙂

I tak się uśmiecham

Kochani, ten tekst to moje indywidualne podejście do jogi. Od dawna chciałam Wam o tym napisać. Jestem jak najbardziej fanką i opiewcą tej formy ruchu i aktywności. Praktykuję jogę i uważam, że jest to doskonała forma dbania o siebie – zarówno o ciało jak i umysł. Co równie ważne – joga jest dla wszystkich, nie tylko dla młodych i sprawnych. Stąd też podejrzenia, że zostanie ze mną na dłużej. 

Namaste!

Ola Żelazo 


O mnie


Nazywam się Aleksandra Żelazo. Jestem mamą Krzysia i Olka, żoną i panią domu, blogerką i youtuberką. Poza tym jestem pasjonatką aktywności fizycznej, instruktorką fitnessu, kulturystyki oraz pilatesu. Po wielu latach treningów fitnessowych i biegowych zatrzymałam się i znalazłam dla siebie idealne miejsce do dalszego rozwoju – jest to joga. Regularna praktyka pozwala mi łapać równowagę między ciałem i umysłem, wyciszyć się i tak prowadzić treningi, żeby działały prozdrowotnie i dodawały jak najwięcej energii. Zapraszam na mój blog!