Mój styl to żelazny styl. Styl Joga Żelazo. 

  • 6 lipca 2018

Mój styl to żelazny styl. Styl Joga Żelazo.

Moja joga to Joga Żelazo. A ja jestem Ola o nazwisku Żelazo. Fajnie się to złożyło, prawda?

W Jodze Żelazo łączę ulubione ćwiczenia z pilatesu, fitnessu, cardio i jogi. Szukam tym samym równowagi między ciałem, emocjami i umysłem. Nie podążam za schematami, tworzę mając solidne podstawy i cały czas ich doświadczając. Chcę Wam przekazywać radość ćwiczeń, dopasować je do aktualnych potrzeb i przede wszystkim nie wywoływać presji, że musimy, bo to podobno dla nas dobre i zdrowe. Sami będziecie się o tym przekonywać. Trzeba tylko zrobić pierwszy krok… Odważyć się na małą zmianę, spróbować i skupić się na swoich doznaniach. Może dziś właśnie tego najbardziej potrzebujesz?

Jak wyglądały moje początki? Wcale nie tak entuzjastycznie…

Mój pierwszy kontakt z jogą miałam jako wczesna nastolatka. Ojciec mojej koleżanki z klasy był bioenergoterapeutą oraz joginem. Był człowiekiem bardzo aktywnym i empatycznym. Lubił ludzi i chciał im pomagać. Jako że byłyśmy z Magdą dobrymi koleżankami i lubiłyśmy spędzać ze sobą czas, jej ojciec zabierał nas w niedzielne poranki na basen (wstawałam przed 7 rano w weekend!), a po nim na grupowe zajęcia jogi. On był nauczycielem. Wtedy joga to było coś niesamowicie egzotycznego. Nie ukrywam, że podśmiewałyśmy się podczas praktyki. Pozycje z wyciągniętym językiem, szybkie i mocne wydechy powietrza, śmieszne skręcanie się w pozycjach i leżenie podczas zajęć. To było dla mnie niebywałe. Moje wyobrażenia aktywności ograniczały się do biegania, grania w piłkę ręczną, koszykówkę, ćwiczeń sprawnościowych i basenu, czyli to, na czym skupiały się moje treningi w szkole sportowej. A tu nagle taka forma ćwiczeń – oddychanie, leżenie… Spokój nauczyciela, skupienie ćwiczących. Było inaczej! Ale ponieważ zawsze mnie ciągnęło do nowego, do wyzwań, do próbowania, to i joga znalazła się na mojej wczesno-młodzieńczej ścieżce aktywności. 

Ten romans z jogą jednak dość szybko się zakończył i na długo o niej zapomniałam. W międzyczasie moja mama przyniosła do domu kilka książek swojego wydawnictwa, traktujących o jodze. Wszystkie przejrzałam, ale nie było w nich ilustracji ćwiczeń i łatwego, zrozumiałego dla mnie języka. Te książki opisywały jogę, jako filozofię, z poziomami rozwoju świadomości, oznaczeniami czakram człowieka… Skupione były na wiedzy, jaką można zdobyć poznając jogę. Ale to nie była moja bajka. Wciąż wolałam biegać!

Biegałam i ćwiczyłam. W międzyczasie skończyłam studia, wyszłam za mąż, urodziłam dwójkę dzieci, zafascynowałam się fitnessem i sposobami na kształtowanie sylwetki i charakteru. Zdobyłam uprawnienia instruktorskie i trenerskie. Odkrywałam nowe formy aktywności, chętnie w nich uczestniczyłam. Spędzając dużo czasu w fitness klubach próbowałam wszystkich proponowanych treningów – od boksu aż do jogi. Wszystko mi się podobało. O losie! Z moim charakterem, gdy chce się wszystkiego spróbować i wejść na trochę wyższy poziom, żeby lepiej poczuć, pogłębić umiejętności, znaleźć dobre i gorsze strony – zrobiło się tego naprawdę dużo. Na szczęście, będąc osobą nieźle zorganizowaną, udawało mi się łączyć pasje z obowiązkami. Zawdzięczam to mężowi, rodzicom i teściom. 

Będąc na rodzinnych wakacjach na Fuerteventurze z małymi jeszcze dziećmi, spędzaliśmy czas głównie na plaży i nad basenem. Codziennie widywałam tam starszego pana, który nie przejmując się spojrzeniami innych, rozkładał nad wodą matę i pięknie ćwiczył jogę. Po kilku dniach obserwacji podeszłam do niego i zapytałam czy nie miałby nic przeciw temu, żebym poćwiczyła z nim. I tak już zostało do końca wyjazdu. Okazało się, że pan to Czesław Berr, jeden z najstarszych nauczycieli jogi w Polsce, praktykujący od lat. Po powrocie do domu znalazłam zajęcia jogi w fitness klubie i rozpoczęłam przygodę z ashtangą – to forma jogi dynamicznej, wymagająca dużej sprawności, siły i opanowywania dość długich sekwencji. Czyli taki rodzaj, który w tamtym okresie najmocniej do mnie przemawiał. Był duży wysiłek, wyzwania, nowe pozycje, balanse, stanie na głowie, przeskoki, rozciąganie, szpagaty, skręty… Po zajęciach wychodziłam mokra, ale jakże szczęśliwa! Niestety, po dwóch latach moja nauczycielka Agata Świerk musiała zrezygnować z prowadzenia zajęć i wtedy zaczęłam szukać dalej. 

Znałam już Hatha-jogę i jogę akademicką prowadzoną przez Janusza Szopę. Podobało mi się jego matematyczne podejście do jogi – ustawienie każdej pozycji w precyzyjny sposób, z umiejętnością dostosowania kątów, długości, wyciągania, rozciągania. Dzięki temu zobaczyłam, że w jodze nic nie dzieje się przez przypadek, wszystko ma określony cel, służący przede wszystkim zdrowiu, usprawnianiu ciała. Tu nie ma miejsca na bylejakość. Liczy się jakość, a nie ilość. 

Później trafiłam do szkoły jogi Iyengarowskiej – Zacisze Jogi z charyzmatyczną i doskonałą nauczycielką – Katarzyną Złotkowską-Kałamajską oraz innymi nauczycielkami uczącymi metodą Iyengara. I tutaj właśnie zdecydowałam, że chcę poznać jogę – nauczyć się metodyki, poznać filozofię jogi, ćwiczyć ciało, odnaleźć więcej spokoju, ukoić umysł. Fitness zaczął mi więcej zabierać niż dawać. Przestałam widzieć cel moich treningów, czułam, że coś zaczyna mi umykać. Nie chciałam prowadzić moich portali społecznościowych i pisać o zrobionych treningach, pokazywaniu brzucha czy podnosić do rangi niesamowitości zjedzenie tortu, lodów czy kurczaka z Maca. Chciałam więcej prawdy, radości, uśmiechów… Bez względu na wygląd brzucha, przebiegnięcie 10 km o 5 rano czy porcję fit posiłku z dokładnym odmierzeniem gramatury ryżu, ryby i oliwy. 

Udało mi się! Odnalazłam jogę tak naprawdę teraz. Lubię ćwiczyć, poznawać nowych nauczycieli, usprawniać ciało. Lubię położyć się podczas zajęć, pomedytować. Dostosowuję praktykę do cyklu menstruacyjnego, dbam o system hormonalny, zdrowo się odżywiam. Zwracam uwagę na oddech. I czuję się ze sobą dobrze. Wciąż szukam wyzwań, a wierzcie mi, że joga, asany i techniki oddechowe bywają bardziej wyczerpujące niż przebiegnięcie maratonu. Tylko w jodze dba się nie tylko o ciało, ale również o umysł. W dzisiejszym świecie to wartość niebywała.

Czy każdy może uprawiać jogę?

Ćwiczenia są dostosowywane do aktualnych możliwości ćwiczącego, dzięki czemu jest to forma ćwiczeń absolutnie dla każdego. Co niekoniecznie przejawia się w formach fitnessowych.

Joga ma najzdrowszy system ćwiczeń, jaki poznałam. Tutaj nic nie dzieje się przypadkowo. Każda asana niesie za sobą cel, którym jest usprawnienie ciała. Dzięki odpowiedniemu dobraniu ćwiczeń, dostosowanych do możliwości ciała, schorzeń, bólów, kontuzji, blokad – ćwiczenia stanowią formę terapii, którą coraz częściej polecają lekarze. 

Jogę Iyengarowską ćwiczy się z pomocami, takimi jak koce, klocki, paski, krzesła, wałki. Te pomoce właśnie stanowią o dostępności ćwiczeń dla każdego. Nie możesz zrobić skłonu? Podłóż pod dłonie klocki i w ten sposób wyciągaj kręgosłup. Siedząc masz zaokrąglone plecy? Usiądź na 4 kocach i winduj się od nich. Nie podniesiesz nogi? Użyj paska. Masz chore kolana, spięte mięśnie tylnej strony nóg, mało elastyczne biodra i ból pleców? Joga ma na takie schorzenia rozwiązania. 

Zobacz jak ćwiczę i szybciutko dołączaj:

ABC Joga dla początkujących:

https://www.youtube.com/watch?v=aJjeIEZzUR8&t=2581s

Joga dla leniuchów:

https://www.youtube.com/watch?v=PZH5En7fL58&t=21s

Power Joga:

https://www.youtube.com/watch?v=JjIqgLo1U48&t=52s

Joga przed snem:

https://www.youtube.com/watch?v=5trvBjH0BoU&t=1s

Ale nie chciałabym, aby kojarzyć jogę tylko z terapią. To także forma ćwiczeń dynamicznych, tj. vinyasa, wcześniej wspomniana ashtanga czy hatha-joga. Dla osób młodych, wysportowanych, zaawansowanych w jodze – ciało nabiera elastyczności i pozwala na dużo więcej. Przechodzenie ze stania na rękach do mostka, warianty stania na głowie, wyciągnięte, piękne świece, balanse, zakładanie nóg za głowę… Na początku drogi może to brzmi egzotycznie, ale po latach praktyki, uelastycznienia i wzmocnienia ciała, to wszystko jest w zasięgu – nie tylko dla młodych wysportowanych ciał. Panie 60 + potrafią mieć sprawniejsze ciała niż dwudziestolatki. Choć to nie jest ważne. W jodze się z nikim nie porównujemy i ćwiczymy tylko dla siebie, nie na pokaz. 

Teraz jestem w tym miejscu. Dobrze mi tu. Dzięki Wam.

Napiszcie czy lubicie to wspólnie tworzone przez nas miejsce? Ten nasz Żelazny Team? Ten nasz babski świat, który mocno wybiega poza fit obieg?

Czekam na Twój komentarz.

Przesyłam serdeczności i fit pozdrowienia 🙂

Ola

Fot. Dorota Białkowska


O mnie


Nazywam się Aleksandra Żelazo. Jestem mamą Krzysia i Olka, żoną i panią domu, blogerką i youtuberką. Poza tym jestem pasjonatką aktywności fizycznej, instruktorką fitnessu, kulturystyki oraz pilatesu. Po wielu latach treningów fitnessowych i biegowych zatrzymałam się i znalazłam dla siebie idealne miejsce do dalszego rozwoju – jest to joga. Regularna praktyka pozwala mi łapać równowagę między ciałem i umysłem, wyciszyć się i tak prowadzić treningi, żeby działały prozdrowotnie i dodawały jak najwięcej energii. Zapraszam na mój blog!