Którędy na jogę?

  • 27 stycznia 2018

Moje boczne ścieżki dotarcia do jogi.

PS. Wciąż mnie nosi tu i tam…

Moja droga do znalezienia jogi była długa i kręta. Czasem coś iskrzyło bardziej, czasem zdecydowanie stwierdzałam, że to aktywność nie dla mnie. Pozwalałam sobie na te wszystkie wzloty i upadki. I wcale nie było mi z tym źle. Akceptowałam, zapominałam i żyłam dalej, realizując swoje mniejsze i większe cele oraz marzenia. Tak naprawdę tak jest do dziś, z tą różnicą, że mocniej „zakumplowałam” się z jogą. W tym tekście napiszę jak do tego doszło. A początek odnajduję w naprawdę młodym wieku…

Po raz pierwszy wypowiedziane słowo JOGA

Mój pierwszy kontakt z jogą miałam jako wczesna nastolatka. Ojciec mojej koleżanki z klasy był bioenergoterapeutą oraz joginem. Był człowiekiem bardzo aktywnym i empatycznym. Lubił ludzi i chciał im pomagać. Jako że byłyśmy z Magdą dobrymi koleżankami i lubiłyśmy spędzać ze sobą czas, jej ojciec zabierał nas w niedzielne poranki na basen (wstawałam przed 7 rano w weekend!), a po nim na grupowe zajęcia jogi. On był nauczycielem. Wtedy joga to było coś niesamowicie egzotycznego. Nie ukrywam, że podśmiewałyśmy się podczas praktyki. Pozycje z wyciągniętym językiem, szybkie i mocne wydechy powietrza, śmieszne skręcanie się w pozycjach i leżenie podczas zajęć. To było dla mnie niebywałe. Moje wyobrażenia aktywności ograniczały się do biegania, grania w piłkę ręczną, koszykówkę, ćwiczeń sprawnościowych i basenu, czyli to, na czym skupiały się moje treningi w szkole sportowej. A tu nagle taka forma ćwiczeń – oddychanie, leżenie… Spokój nauczyciela, skupienie ćwiczących. Było inaczej! Ale ponieważ zawsze mnie ciągnęło do nowego, do wyzwań, do próbowania, to i joga znalazła się na mojej wczesno-młodzieńczej ścieżce aktywności.

Nie tędy droga

Ten romans z jogą jednak dość szybko się zakończył i na długo o niej zapomniałam. W międzyczasie moja mama przyniosła do domu kilka książek swojego wydawnictwa, traktujących o jodze. Wszystkie przejrzałam, ale nie było w nich ilustracji ćwiczeń i łatwego, zrozumiałego dla mnie języka. Te książki opisywały jogę, jako filozofię, z poziomami rozwoju świadomości, oznaczeniami czakram człowieka… Skupione były na wiedzy, jaką można zdobyć poznając jogę. Ale to nie była moja bajka. Wciąż wolałam biegać!

Dużo aktywności przed-jogowej

Biegałam i ćwiczyłam. W międzyczasie skończyłam studia, wyszłam za mąż, urodziłam dwójkę dzieci, zafascynowałam się fitnessem i sposobami na kształtowanie sylwetki i charakteru. Zdobyłam uprawnienia instruktorskie i trenerskie. Odkrywałam nowe formy aktywności, chętnie w nich uczestniczyłam. Spędzając dużo czasu w fitness klubach próbowałam wszystkich proponowanych treningów – od boksu aż do jogi. Wszystko mi się podobało. O losie! Z moim charakterem, gdy chce się wszystkiego spróbować i wejść na trochę wyższy poziom, żeby lepiej poczuć, pogłębić umiejętności, znaleźć dobre i gorsze strony – zrobiło się tego naprawdę dużo. Na szczęście, będąc osobą nieźle zorganizowaną, udawało mi się łączyć pasje z obowiązkami. Zawdzięczam to mężowi, rodzicom i teściom.

Poznanie najstarszego jogina w Polsce

Będąc na rodzinnych wakacjach na Fuerteventurze z małymi jeszcze dziećmi, spędzaliśmy czas głównie na plaży i nad basenem. Codziennie widywałam tam starszego pana, który nie przejmując się spojrzeniami innych, rozkładał nad wodą matę i pięknie ćwiczył jogę. Po kilku dniach obserwacji podeszłam do niego i zapytałam czy nie miałby nic przeciw temu, żebym poćwiczyła z nim. I tak już zostało do końca wyjazdu. Okazało się, że pan to Czesław Berr, jeden z najstarszych nauczycieli jogi w Polsce, praktykujący od lat.

Przygoda z cudowną Ashtangą 

Po powrocie do domu znalazłam zajęcia jogi w fitness klubie i rozpoczęłam przygodę z ashtangą – to forma jogi dynamicznej, wymagająca dużej sprawności, siły i opanowywania dość długich sekwencji. Czyli taki rodzaj, który w tamtym okresie najmocniej do mnie przemawiał. Był duży wysiłek, wyzwania, nowe pozycje, balanse, stanie na głowie, przeskoki, rozciąganie, szpagaty, skręty… Po zajęciach wychodziłam mokra, ale jakże szczęśliwa! Niestety, po dwóch latach moja nauczycielka Agata Świerk musiała zrezygnować z prowadzenia zajęć i wtedy zaczęłam szukać dalej.

Klasyczna joga – zrozumienie, świadomość, pokora

Znałam już Hatha-jogę i jogę akademicką prowadzoną przez Janusza Szopę. Podobało mi się jego matematyczne podejście do jogi – ustawienie każdej pozycji w precyzyjny sposób, z umiejętnością dostosowania kątów, długości, wyciągania, rozciągania. Dzięki temu zobaczyłam, że w jodze nic nie dzieje się przez przypadek, wszystko ma określony cel, służący przede wszystkim zdrowiu, usprawnianiu ciała. Tu nie ma miejsca na bylejakość. Liczy się jakość, a nie ilość.

Joga. Asana. Balans. Rozciąganie.

Joga. Asana. Balans. Rozciąganie.

Później trafiłam do szkoły jogi Iyengarowskiej – Zacisze Jogi z charyzmatyczną i doskonałą nauczycielką – Katarzyną Złotkowską-Kałamajską oraz innymi nauczycielkami uczącymi metodą Iyengara. I tutaj właśnie zdecydowałam, że chcę poznać jogę – nauczyć się metodyki, poznać filozofię jogi, ćwiczyć ciało, odnaleźć więcej spokoju, ukoić umysł. Fitness zaczął mi więcej zabierać niż dawać. Przestałam widzieć cel moich treningów, czułam, że coś zaczyna mi umykać. Nie chciałam prowadzić moich portali społecznościowych i pisać o zrobionych treningach, pokazywaniu brzucha czy podnosić do rangi niesamowitości zjedzenie tortu, lodów czy kurczaka z Maca. Chciałam więcej prawdy, radości, uśmiechów… Bez względu na wygląd brzucha, przebiegnięcie 10 km o 5 rano czy porcję fit posiłku z dokładnym odmierzeniem gramatury ryżu, ryby i oliwy.

Udało mi się! Odnalazłam jogę tak naprawdę teraz. Lubię ćwiczyć, poznawać nowych nauczycieli, usprawniać ciało. Lubię położyć się podczas zajęć, pomedytować. Dostosowuję praktykę do cyklu menstruacyjnego, dbam o system hormonalny, zdrowo się odżywiam. Zwracam uwagę na oddech. I czuję się ze sobą dobrze. Wciąż szukam wyzwań, a wierzcie mi, że joga, asany i techniki oddechowe bywają bardziej wyczerpujące niż przebiegnięcie maratonu. Tylko w jodze dba się nie tylko o ciało, ale również o umysł. W dzisiejszym świecie to wartość niebywała.

Joga. Otwarcie. Skupienie. Elastyczność.

Joga. Otwarcie. Skupienie. Elastyczność.

Dzisiaj

Uczę się jogi każdego dnia. Uczestniczę w licznych warsztatach, poznaję cudownych ludzi związanych z jogą. I staram się praktykować każdego dnia. Czasem jest to po prostu 15 minut leżenia na dywanie skupiając się na oddechu, innym razem wchodzę na matę i przez 90 minut szukam drogi do dania upustu swoim emocjom, nagromadzonej energii i potrzeb ciała. Czasem ćwiczę w kuchni podczas gotowania. A gdy myję zęby lub rozmawiam przez telefon łapię się na tym, że przyjmuję pozycję drzewa lub zarzucam nogę na parapet i rozciągam tylną taśmę nóg. Mam wiele sprawdzonych nawyków, które praktykuję w międzyczasie. Dobrze wiem, że nie zawsze udaje mi się znaleźć czas na pełną sesję, ale w tym co robię próbuję odnaleźć choć trochę jogi. I to zawsze wychodzi na zdrowie. Bo założenia jogi są takie, aby zachować zdrowe ciało i umysł. I pozostawić je w niezaburzonej równowadze.

Dziś szykuję dla Was zestawy ćwiczeń (asan) jogi, które znajdziesz na moim kanale YouTube:

https://www.youtube.com/channel/UCiOxbbkbhn2wXPo0zIrc1mA?view_as=subscriber

Serdecznie wszystkich zapraszam i zachęcam do wspólnej praktyki.

Do zobaczenie na macie!

Ola

Fot. Dorota Białkowska


O mnie


Nazywam się Aleksandra Żelazo. Jestem mamą Krzysia i Olka, żoną i panią domu, blogerką i youtuberką. Poza tym jestem pasjonatką aktywności fizycznej, instruktorką fitnessu, kulturystyki oraz pilatesu. Po wielu latach treningów fitnessowych i biegowych zatrzymałam się i znalazłam dla siebie idealne miejsce do dalszego rozwoju – jest to joga. Regularna praktyka pozwala mi łapać równowagę między ciałem i umysłem, wyciszyć się i tak prowadzić treningi, żeby działały prozdrowotnie i dodawały jak najwięcej energii. Zapraszam na mój blog!